Nik Prelec: Kibice ponieśli nas do zwycięstwa nad Rangers. Stadion był niesamowity
Stadion w Białymstoku zamienił się w twierdzę, a kibice w dwunastego zawodnika. Jagiellonia pokonała Rangers FC 2:1 w pierwszym meczu 3. rundy eliminacji Ligi Europy, a bohaterem wieczoru został Nik Prelec, który nie krył zachwytu nad atmosferą, jaką stworzyli fani. Czy ten wynik da białostoczanom awans? Rewanż w Glasgow pokaże, ale jedno jest pewne – ten wieczór na długo zapadnie w pamięć.
Fizyczna walka i przygotowanie na Rangers
Od pierwszych minut było wiadomo, że to nie będzie spacer. Rangers, reprezentant szkockiego futbolu, narzucił twardą, fizyczną grę, do której Jagiellonia była jednak doskonale przygotowana. Zespół z Białegostoku nie dał się zepchnąć do defensywy i odpowiedział własną, agresywną postawą.
– To był naprawdę ciężki mecz. Wiedzieliśmy, jak zagra Rangers, że będzie to bardzo fizyczne spotkanie, bo taki jest brytyjski futbol. Byliśmy na to przygotowani, ale przed nami jeszcze rewanż i musimy pojechać do Szkocji, aby wywalczyć awans – powiedział po meczu napastnik Jagiellonii.
Stadion jako dodatkowy zawodnik
Mecz nie ułożył się po myśli gospodarzy od początku. Już w pierwszej połowie, po niefortunnym golu samobójczym, Jagiellonia przegrywała 0:1. Wydawało się, że to może zachwiać pewnością siebie podlaskiego zespołu, ale stało się odwrotnie – drużyna poderwała się do ataku, a trybuny zaczęły żyć.
– Zawsze jest trudno, kiedy jako pierwszy tracisz gola, szczególnie po bramce samobójczej. Przez chwilę byliśmy w szoku, ale później wróciliśmy do swojej gry. Zaczęliśmy atakować, a kibice byli z nami przez cały czas. Stadion był niesamowity. Czuliśmy, jakbyśmy grali z dodatkowym zawodnikiem i myślę, że właśnie to pomogło nam najpierw wyrównać, a później wyjść na prowadzenie – podkreślił Prelec.
To właśnie wsparcie z trybun dało białostoczanom wiatr w żagle. Po wyrównaniu Jagiellonia nie zwolniła tempa i jeszcze przed przerwą wyszła na prowadzenie, które utrzymała do końca spotkania.
Druga połowa i ocena wyniku
Po zmianie stron obraz gry nieco się wyrównał. Rangers częściej gościł na połowie Jagiellonii, ale to białostoczanie stworzyli sobie więcej dogodnych sytuacji do podwyższenia wyniku. W końcówce szkocki zespół trafił jeszcze w słupek, co dodało emocji, ale ostatecznie to Jagiellonia mogła cieszyć się ze zwycięstwa.
– Po przerwie gra była bardziej wyrównana i częściej musieliśmy się bronić. W całym meczu mieliśmy jednak więcej sytuacji bramkowych. Oczywiście Rangers w końcówce trafili jeszcze w słupek, ale myślę, że możemy być zadowoleni ze zwycięstwa 2:1 – ocenił słoweński napastnik.
Co dalej? Widzew i rewanż w Glasgow
Zwycięstwo nad Rangers to ważny krok w kierunku awansu do fazy ligowej Ligi Europy, ale Jagiellonia nie ma czasu na świętowanie. Już w niedzielę białostoczanie zmierzą się w PKO BP Ekstraklasie z Widzewem Łódź, a w przyszłym tygodniu czeka ich rewanżowe starcie z Rangers FC w Glasgow.
– Najważniejsze jest teraz szybko się zregenerować, dobrze zjeść, wyspać się i być gotowym na kolejny mecz. Jeśli chce się grać w europejskich pucharach, trzeba być przygotowanym na taki rytm spotkań – zakończył Nik Prelec.
Dla lokalnej społeczności ten mecz to coś więcej niż tylko sport. To dowód, że białostocki futbol może rywalizować z europejskimi markami, a kibice potrafią stworzyć atmosferę, która napędza zawodników do wielkich rzeczy. Jeśli Jagiellonia utrzyma tę formę, rewanż w Szkocji może przynieść historyczny awans.
Informacje przekazał klub Jagiellonia Białystok.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!